tel: 601 66 67 91 Marek
tel: 605 78 55 21 Marzena



 
 
12:39 | 19-05-2012r.
MAREK TARCZYKOWSKI marek@skydive-torun.pl

SPADOCHRONIARSTWO

TO MOJA PRACA PASJA I ŻYCIE

Mam wykonane przeszło 9 000 skoków ze spadochronem i chociaż spadochroniarstwo nie było moją pierwszą uprawianą dyscypliną sportową to pozostało najważniejszą.  
Przypadek zdecydował, że w 1978 roku trafiłem na lotnisko Aeroklubu Pomorskiego i zapisałem się na kurs szybowcowy i spadochronowy. 
23 maja 1979 roku wykonałem swój pierwszy skok ze spadochronem, a 3 lipca po raz pierwszy poleciałem szybowcem. Tak to przez kolejne trzy lata stawiałem swoje pierwsze kroki w szybownictwie (instruktor Andrzej Kalinowski) i spadochroniarstwie (instruktor Mieczysław Kirszkowski). Mimo, że obie te dyscypliny uprawiałem zawsze z wielką przyjemnością to spadochroniarstwo wciągnęło mnie bez reszty. Myślę, że zadecydowały prędkości przy wolnym spadaniu, bezpośredni kontakt z powietrzem i towarzysząca temu adrenalina w czystej postaci. Po każdym wykonanym skoku dostawałem takiego "kopa", że mogłem góry przenosić, to było zawsze wspaniałe uczucie. Po lądowaniu była tylko jedna myśl, ułożyć jak najszybciej spadochron i polecieć w górę, żeby wykonać kolejny skok. Tak jest do dzisiaj.
W 1981 roku wygrałem swoje pierwsze zawody w celności lądowania, był to „Puchar Dziewięciu z Nieba” rozgrywany w Bydgoszczy. Te zawody były o tyle ważne, że zostałem zauważony przez trenera i kierownika sekcji spadochronowej WKS ZAWISZA Walentego Tomkowicza. Droga do wyczynowego spadochroniarstwa stanęła otworem, a ja już wiedziałem co będę w życiu robił. 

W kwietniu 1982 roku trafiłem do WKS ZAWISZA. 

Zaczęło się prawdziwe sportowe życie. Treningi od rana do wieczora. Od śniadania do obiadu skoki, po obiedzie strzelanie z KBKS i trening biegowy, a po kolacji basen. Jak nie było pogody na skoki to rano dochodziła strzelnica z basenem lub biegiem. Trening do wieloboju spadochronowego, (bieg na 3000metrów, pływanie na 100 metrów, strzelanie z KBKS z 50 metrów i oczywiście skoki na celność lądowania) dawał nam w kość, ale też przygotowywał fizycznie do dyscyplin typowo spadochronowych, celności lądowania, akrobacji indywidualnej i zespołowej. Trening wielobojowy nauczył mnie wytrwałości i systematyczności w treningu pozwolił też utrzymać dobrą kondycję przez długie lata. 

W 1983 roku trafiłem do Kadry Narodowej w Wieloboju Spadochronowym i byłem w niej do roku 1986, kiedy to limit wieku wyłączył mnie z wieloboju. 

Mogłem już całkowicie poświęcić się treningowi wyłącznie spadochronowemu. 

W roku 1985 zostałem powołany do Spadochronowej Kadry Wojska Polskiego, a w 1987 roku Trener Stanisław Świerczek powołał mnie do Spadochronowej Kadry Narodowej, w której byłem do roku 1998. 

Okres ten zaowocował wieloma sukcesami na arenie krajowej i międzynarodowej, ale o tym na stronie www.tarm.pl 


Właściwie od jesieni 1998 roku, kiedy zostałem trenerem sekcji spadochronowej WKS ZAWISZA przestałem wyczynowo uprawiać spadochroniarstwo, ale jakoś nie mogłem się z nim rozstać i jeszcze wielokrotnie startowałem w wielu zawodach, co zostało również uwieńczone sukcesami, włącznie z tytułem Mistrza Polski wywalczonym w Jeleniej Górze i Karpaczu w sierpniu 2007 roku.

W czerwcu 2008 roku wziąłem udział w biciu rekordu Polski w największej formacji RW 45 osób. Poprzednie 20 osób i 30 osób były ustanawiane również z moim udziałem.

Gdyby zabawić się w wyliczankę to od zdobycia pierwszego medalu, do tego ostatniego zdobytego w Jeleniej Górze i Karpaczu minęło 26 lat i tak sobie myślę, że chyba już wystarczy zawodniczenia, tym bardziej, że fajnie jest zejść ze sceny niepokonanym….. Ale nigdy nic nie wiadomo…… 

Od kilku lat dzielę się radością skakania z innymi. Szkolę osoby, które w spadochroniarstwie szukają ucieczki od codzienności, adrenaliny i pasji na całe życie. 
Skaczę też w TANDEMIE (również z osobami niepełnosprawnymi) i daje mi to olbrzymią satysfakcję. Radość, a wręcz euforia ludzi po wykonanym ze mną skoku, jest tak wielka, że nie da się jej porównać z niczym innym, nie da się tego opowiedzieć słowami, żeby to poznać po prostu trzeba skoczyć..........

ZAPRASZAM     Marek Tarczykowski  

NAD TORUNIEM
SKACZEMY RÓWNIEŻ ZIMĄ
ŻEBY SKOCZYĆ TRZEBA UŁOŻYĆ
TADEUSZ WINIAREK tadek@skydive-torun.pl
MARCIN "LASEK" LASKOWSKI
CEZARY SUBIETA
SŁAWOMIR SIEŃCZUK
PIOTR DOMBROWSKI

Przygodę ze sportem spadochronowym rozpocząłem w wieku 16 lat - 27 kwietnia 1975 roku w Aeroklubie Bydgoskim. Przez pięć lat wykonałem 342 skoki i z takim dorobkiem zostałem powołany jesienią 1979 roku do odbycia zasadniczej służby wojskowej w 56 Kompanii Specjalnej. Zdążyłem wyszkolić się jako radiotelegrafista i nauczyć się jeździć na nartach, aby wiosną 1980 roku zostać przeniesiony do Ośrodka Szkolenia Sportowego POW przy WKS "Zawisza" w Bydgoszczy. Tu pod czujnym okiem trenera Walentego Tomkowicza rozpocząłem intensywny trening spadochronowy oraz wielobojowy: pływanie, bieg przełajowy, strzelanie z karabinka sportowego. Umiejętności zdobyte w "Zawiszy" pozwoliły zajmować miejsce w czołówce krajowej w wieloboju spadochronowym i aby być w czołówce lub wygrywać zawody lokalne organizowane w Aeroklubach regionalnych. Służbę wojskową zakończyłem w 1982 roku z dorobkiem 1080 skoków. Do skakania wróciłem w czerwcu 1995 roku, początkowo w Aeroklubie Bydgoskim, potem w Grupie Spadochronowej "Daymos"- pierwszej w Polsce prywatnej szkole spadochronowej zajmującej się organizacją szkoleń, pokazów, skoków tandemowych itp. Od 2004 roku zacząłem działać w Aeroklubie Pomorskim w Toruniu. I tak działam w Toruniu do dnia dzisiejszego. Uzbierało się już - 1752 skoki. Działam także w Związku Polskich Spadochroniarzy. Jestem prezesem Oddziału XI ZPS w Bydgoszczy, członkiem Zarządu Głównego ZPS w Warszawie. Poza  spadochroniarstwem  czynnie uprawiam turystykę kajakową - głównie zimowe surwiwalowe spływy kajakowe,  turystykę  rowerową a  także  pieszą - po ukochanych Tatrach (jestem członkiem zwyczajnym  Klubu Wysokogórskiego w Toruniu), narciarstwo biegowe i zjazdowe, jestem ratownikiem WOPR.

ANDRZEJ STRAUSS andy@skydive-torun.pl

 

Moje życie związane było ze sportem od najmłodszych lat, sportem, który nauczył mnie jak żyć, nauczył pokory, nauczył jak wygrywać, pozwolił poczuć smak porażki i szacunku dla rywali. Bez względu na sytuację, w której człowiek może się znaleźć – sport nauczył mnie walczyć do końca. Przez kilkanaście lat grałem w piłkę nożną w trzecioligowym klubie, a po awansie do II ligi zakończyłem karierę z powodu kontuzji, jednak z czynnym sportem nie pożegnałem się nigdy. Od 1999 r. aktywnie trenuje sztuki walki (1 dan shotokan, 1 kyu kyokushin budokai). Spadochroniarstwo wciągnęło mnie dopiero po „40-stce”, ale tylko z…braku czasu.  Można :-) ?  Należę już do grona POPS (Parachutists Over Phorty Society). Dotychczas robiłem wiele dziwnych i ekstremalnych rzeczy, ale wcześniej nie miałem okazji skoczyć ze spadochronem, tym bardziej - samodzielnie! Podziwiałem odwagę gości, którzy jak nienormalni rzucali się w rozrzedzone powietrze. Sprawy potoczyły się szybko, wizyta na lotnisku u Marka, mini wywiad, badania, zapisałem się na kurs i ...fru go. Ciekawostką jest to, że swoje pierwsze 4 skoki zaliczyłem ...ze śmigłowca Mi-2, co jest pewnym ewenementem, bo to rzadkość. Byłem tym „szczęśliwcem”. Potem mnie wciągnęło, niestety – jak w czarną .... Przez trzy lata wykonałem >300 skoków, co jest dopiero początkiem drogi... To nauka ...bez końca. Naprawdę warto. Nie ma wiele czasu na myślenie, a to przynajmniej nie boli.
No i trenujemy pod okiem wybitnego mistrza oraz skupiamy wokół niezwykle wartościowych ludzi. Polecam, zapraszam.

It’s worth it! Blue skies. 

"Andy"

 

RADOSŁAW NOWAKOWSKI radek@skydive-torun.pl
Moja przygoda ze spadochroniarstwem zaczęła się dość przypadkowo. Udałem się parę lat temu do regionalnego aeroklubu z zamiarem wstąpienia w szeregi szybowników. Niestety…( teraz już wiem, że –stety) kursu szybowcowego nie planowano w najbliższym terminie….za to planowano spadochronowy
W tamtym czasie, aby oddać swój pierwszy skok musiałem czekać ponad pół roku. BYŁO WARTO!
To, co obecnie dzięki tej dyscyplinie otrzymuję wynagradza wszystko. Od tamtego czasu spadochroniarstwo stało się moją pasją, której wiem, że nigdy nie porzucę. Próbowałem w swoim życiu wielu innych „przygód”…. choćby nurkowania, paralotniarstwa, czy też lotów szybowcowych . Pomimo, że zawsze było ciekawie, to żadna inna „zabawa” nie dostarcza mi tylu emocji i pozytywnych przeżyć co SKOK SPADOCHRONOWY. Jest to nałóg ze skutkami podobnymi jak w każdym innym uzależnieniu, za wyjątkiem wpływu na zdrowie… nie boli głowa, o wątrobę można być spokojnym, można oddychać pełną piersią i nie kaszlemy;)…Nigdy też nie wywołuje smutku ani przygnębienia.
To jest to, co kocham i wszystkim ze szczerego serca polecam. Daje człowiekowi poczucie wolności, niezależności i pozwala na codzienne problemy spojrzeć z zachowaniem zdrowego dystansu. Zgrzeszyłbym gdybym nie wspomniał o ludziach wśród, których i dzięki którym dane jest mi swoją pasję realizować. Atmosfera, która została stworzona w skydive-toruń jest rodzinna, przyjacielska…. niepowtarzalna! Warto z nami być!
Sky Dive Toruń 
Copyright © 2009 by Sky Dive Toruń
projekt: studioproffi.pl & cms: netcoding.pl